A gdy dojrzały czereśnie…
Tego dnia razem z żoną odświętnie ubrani pojechaliśmy z Legionowa do Warszawy załatwiać bardzo ważne w naszym życiu sprawy. Miało dojść do zakończenia pewnego etapu w Naszym życiu i rozpoczęcie kolejnego etapu realizacji naszych marzeń. Załatwiliśmy w spokoju wiele spraw i nadal mieliśmy czas. Było odczucie jakby nagle cały nasz Świat spowolnił bieg. Odnosiłem wrażenie, że wszystko jest jak na filmie w zwolnionym tempie. Okazało się jednak, że spotkanie nie doszło do skutku. Wróciliśmy więc do domu mając w głowie pytania dlaczego tak się stało.
(Myśląc o zbliżających się narodzinach chcieliśmy jeszcze odwiedzić sklep z rzeczami dla dzieci, ale pobłądziliśmy i sklep był już zamknięty. Wróciliśmy do domu. )
Od pewnego czasu w naszym domu rozbrzmiewa Wyjątkowa Duchowa Muzyka. Przez moją pracę oraz inne tzw. dziwne sploty okoliczności przychodzą do mnie, czy też może przyciągam wyjątkową i wspaniałą duchową muzykę. Ta muzyka Otwiera Niebo, koi duszę, sprowadza błogosławieństwa, uzdrawia, napełnia i energetyzuje, po prostu jest na swój sposób „magiczna”. To m.in. muzyka Logos i Michel Pepe – to najwznioślejsze znane mi wibracje ze świata duchowego i anielskiego, to również wspaniałe płyty z serii Buddha-Bar, muzyka orientalna, tybetańska, indyjska, medytacyjna i relaksacyjna np. wydawnictwa Alfaton, oraz przepięknie śpiewane mantry m. in. Deva Permal i Mitchen na których koncercie byliśmy z Grażką i maluszkiem w brzuszku 4 dni wcześniej. I właśnie, gdy odpoczywaliśmy po całym dniu słuchając w tle mantr Devy – odeszły wody i … zaczął się poród.
Mimo naszego już przygotowania byliśmy zaskoczenie, że to już. Przecież to dopiero 37 tydzień i maluszek miał siedzieć w brzuszku jeszcze chociaż ze 2 tygodnie. Nagle czas wyjątkowo przyśpieszył i przez głowę przebiegło stado rozbrykanych myśli. Aż dziw, że w tak krótkim czasie można pomyśleć o tak wielu rzeczach zrobionych i nie zrobionych. Po tym wszystkim nagle poczułem swoją pełną gotowość. Stanąłem z otwartymi rękami i poddałem się duchowemu prowadzeniu. Człowiek sam na sam w takiej sytuacji pewnie wariuje albo mdleje. Ale przecież mamy naszych Duchowych Opiekunów, i to właśnie w tych wyjątkowych chwilach prosimy ich o pomoc. Usiedliśmy więc i w spokoju wezwałem nasze Anioły Opiekuńcze, zaprosiłem Duchowych Opiekunów i Nauczycieli oraz inne Ważne istoty do udziału w tym wydarzeniu. Zagrałem na gongu i z jego dźwiękami otworzyło się Niebo i uleciała intencja by cały ten proces narodzin naszego dziecka przebiegł bezpiecznie, naturalnie, tak jak najlepiej dla naszego dobra i dobra dziecka. Cały nasz dom powoli stawał się Świątynią, a wszystko co robiliśmy nabrało osobliwego świętego znaczenia. Światło zostało przyciemnione, dom rozświetlały solne lampki. W tle rozbrzmiewała przepiękna, delikatna muzyka. Liczyliśmy czas kolejnych skurczów i zastanawialiśmy się nad tym ile czasu nam zostało. Planowaliśmy by ten poród odbył się w domu. Poprzedni poród naszego dziecka też odbył się w domu i było to jedno z najwspanialszych wydarzeń w moim życiu. Taki poród w bezpiecznej domowej atmosferze jest w naszym odczuciu najlepszym i naturalnym miejscem w jakim można przywitać nowe życie. Niestety były jednak pewne przeciwwskazania. Po kontakcie telefonicznym z położną umówioną do porodu domowego okazało się, że według niej nie możemy rodzić w domu i musimy jechać do szpitala. Mimo tego, że byliśmy spakowani gotowi do wyjazdu do szpitala, był to dla nas smutna informacja. Ogarnęły nas uczucia frustracji i rozdarcia. Z jednej strony wielkie wewnętrzne poczucie, że wszystko przebiega prawidłowo i w porządku oraz, że naturalnie możemy rodzic w domu tak jak tego pragniemy, a z drugiej strony logiczny umysł przedstawiał rzeczowe argumenty za słusznością szybkiego wyjazdu do szpitala. Tydzień wcześniej byliśmy już w do szpitalu jednak okazało się, że były to skurcze przepowiadające. Próba generalna. Wtedy czuliśmy, że jest to za wcześnie. Ale od czego mamy Duchowych Opiekunów. Ich stałą obecność odczuwałem wyjątkowo mocno. Usłyszałem i mocno poczułem, że wszystko jest dobrze, prawidłowo, bezpiecznie i nie muszę niegdzie jechać. Wszystko jest w porządku i możemy naturalnie urodzić w domu. Górę wzioł jednak ludzki rozsądek i zabierając przygotowaną torbę opuściliśmy bezpieczny dom i w pośpiechu zeszliśmy do samochodu by pojechać do szpitala. Wieczór był bardzo ciepły a na dworze przyjemnie. Przez myśl przebiegła mi wizja, że jak nie zdążymy do szpitala to możemy urodzić na dworze. Uśmiałem się w duchu do tej wizji. Niemniej skurcze nagle nabrały wyjątkowej siły i jadąc już do szpitala w samochodzie jasno uświadomiłem sobie, że to już ten czas, i że na pewno nie dojedziemy do szpitala. Wizja rodzenia w samochodzie lub na poboczu wydała mi się nie do przyjęcia. Jednomyślnie bez słów podjęliśmy decyzję o powrocie. Będąc już w domu poczułem wielką radość spokój oraz gotowość. Poczułem też ulgę i radość, że jesteśmy w domu tu gdzie mamy być, tu gdzie jest przygotowana Świątynia Świętego Czasu. Pośpiesznie zrzuciliśmy buty oraz wiadome zbędne ubranie. Grażka poszukała odpowiedniej naturalnej pozycji do rodzenia. Dla mnie narodziny są wspaniałym i naturalnym wydarzeniem. Możliwość w nich uczestniczenia jest wielkim zaszczytem. Uświadomiłem sobie, że historia się dokładnie powtarza. Naszego poprzedniego syna też przyjmowałem sam w domowej sypialni J Tylko teraz jestem troszkę innym już człowiekiem, z większym bagażem doświadczeń oraz w innym miejscu na ścieżce rozwoju duchowego. Teraz przy tym porodzie mam przy sobie z jednej strony duchowych doradców, a z drugiej na komórce położną. Było więc to wspaniałe i symboliczne połączenie z jednej strony rozumu, wiedzy medycznej położnej poprzez technikę telefonu komórkowego, a z drugiej strony duchowe prowadzenie, wewnętrzne czyste odczucia oraz telepatyczny kontakt z duchowymi doradcami. Teraz dopiero widzę i czuję „magię” i wymowę tej chwili. Maluszek urodził się w kilku mocniejszych skurczach. Z miłością przyjęty prosto w ręce taty. Gdy zapłakał na powitanie, jego brat, który w pokoju obok towarzyszył temu wydarzeniu słuchając cichej muzyki wraz z babcią zaśmiał się w podekscytowaniu. Babcia przyszła by powitać swojego wnuczka, a w powietrzu czułem duchową obecność Przodków, którzy przybyli by uczestniczyć w narodzinach. Przyszedł na świat piękny chłopak. Przytulony do matczynej piersi rozglądał się w nowej rzeczywistości oświetlonej ciepłym światłem lampki solnej. Pępowina spokojnie tętniła pomagając mu w łagodny sposób rozpocząć samodzielne życie. Spokojnie odpoczywając wspólnie całą rodziną intonowaliśmy dźwięk OM, który nakładał się jeden na drugi we wspólnych wibracjach miłości i harmonii. Dzięki połączeniu on-line z duchowym prowadzeniem oraz krótkim sugestiom telefonicznym on-line od położnej kolejny etap urodzenia łożyska był równie naturalny, piękny i wzniosły. Towarzyszyła temu bliska obecność Archaniołów, którzy kolejno wspomagali swoją energią ten proces. Kojąca energia Archanioła Rafaela łagodnie koiła i harmonizowała. Przepiękna ciepła Wielka Miłość Archanioła Chamłela oraz Jofiela przepełniała całą przestrzeń. Emanuel rozświetlał wszystko blaskiem swojej mocy. Dźwięk OM rozbrzmiewał w naszych ciałach.

Szczesliwa i dumna mama i synek zaraz po porodzie
Gdy powoli zapadała cisza a mama i narodzony synek zasypiali wpatrzeni w siebie ja w wielkiej wdzięczności odprowadzałem duchowych towarzyszy. Tej nocy nie spałem. Energie były tak potężne, tek gęste, że nie miałem potrzeby ani ochoty na sen. Siedziałem czuwając przy śpiącym maluszku wtulonym w mamę i ogarniałem ich wraz z Bogiem Miłością.
Kolejny raz sprawdziły się te dwa połączenia online, jedno fizyczne poprzez telefon komórkowy by zebrać informacje na poziomie fizycznym i drugie połączenie telepatyczne z duchowymi opiekunami. Myślę, że dzięki temu połączeniu tych dwóch składników podjęcie ważnej decyzji staje się jasne, konkretne i zdecydowane. Bardzo często stajemy w życiu w momencie podejmowania ważnych lub drobniejszych decyzji. Dla mnie bardzo pomocni stali się moi Aniołowie. To oni przecież widzą więcej, dalej i wiedzą co dla mnie jest najlepsze i dobre dla innych.


Witam i chyba nie mogłem lepiej trafić….Poprzeczytaniu Twojego postu postanowiłem odezwać się..
Paula i Pan Śmieciuch
to adres bloga 23 letniej dziewczyny chorej na raka….proszę wejdż tam i zobacz jak możesz pomóc…..Ja Jej nawet nie znam ale z reportażu TVN dowiedziałem się o tej dziewczynie i teraz nagłaśniam to jak tylko potrafię….
Dzięki za czas i zrozumienie…zapraszam też do siebie…nawet “dycha” leczy raka….HEY!!